Ojcowie i synowie razem prowadzą gospodarstwo

Artykuł pochodzi z czasopisma Przedsiębiorca Rolny Nr 4/2015

Ojcowie i synowie razem prowadzą gospodarstwo

To jest nasza ziemia – bracia Tadeusz, Czesław i Władysław Haase z dumą pokazują, co udało im się osiągnąć. – W ciągu jednego pokolenia – podkreślają. – Dlatego nie możemy mówić, że w Polsce wszystko jest beznadziejne, że jest źle, że nic się nie da zrobić.  

Zanim jednak pokażą gospodarstwa, opowiedzą o szkole w Karczemkach. To przedszkole, podstawówka i gimnazjum, w których dzieci uczą się też języka kaszubskiego. W starym budynku nauki pobierali rodzice braci Haase, oni sami i ich dzieci. W 1993 r. szkoła została rozbudowana, ale kilka lat temu gmina postanowiła ją zlikwidować. Ponoć uczniów było za mało, a miało być jeszcze mniej. – Wobec tego wspólnie z rodzicami uczniów założyliśmy stowarzyszenie „Mieszkańcy Dzieciom” i uratowaliśmy szkołę – mówi Tadeusz Haase. – Gdy stowarzyszenie zaczynało ją prowadzić uczyło się tu 78 dzieci, dzisiaj 320, a chętnych jest 500, niestety, nie ma miejsc. Wybudowaliśmy przy szkole plac zabaw, siłownię i nową salą gimnastyczną sfinansowaną w jednej trzeciej przez mieszkańców, w jednej trzeciej przez gminę i w jednej trzeciej przez urząd marszałkowski. Teraz zaczynamy budować boisko do siatkówki, koszykówki, lekkiej atletyki.

Rolnicy od pokoleń

Kaszubska rodzina Haase zajmuje się rolnictwem od pokoleń – zaczynała od 11 ha w Dobrzewinie pod Gdańskiem. – Pamiętamy biedę. Jedne spodnie przypadały na dwójkę – wspominają panowie Haase. – Obowiązkowe dostawy dobijały gospodarzy. Z pięciu braci Czesław i Władysław interesowali się rolnictwem od dzieciństwa: – Wracaliśmy ze szkoły, teczka w kąt i do pracy. Natomiast Tadeusz skończył technikum samochodowe. – Interesowała mnie mechanizacja – tłumaczy. – Na początku lat 70. żuka i stara poskładałem z części, bo samochody były potrzebne w gospodarstwie. I w ten sposób trafiłem do rolnictwa.   Pozostałej dwójki – najmłodszego i najstarszego – do rolnictwa nie ciągnęło, zdobyli inne zawody.

Mama była przeciwko

Trzej bracia postanowili żyć z gospodarki i jeszcze za PRL zaczęli kupować grunty od sąsiadów – rolników. – W latach 70. stworzyliśmy Zespół Uprawy Ziemi i Hodowli Trzody Chlewnej, dzięki czemu mogliśmy zaciągać kredyty inwestycyjne na preferencyjnych warunkach – mówi Tadeusz Haase.   – Przed rokiem 1990 mieliśmy już ponad 200 hektarów z dzierżawami. Wybudowaliśmy dwie chlewnie i produkowaliśmy ponad 3 tysiące tuczników w jednym rzucie. Było to bardzo opłacalne – dodaje Czesław Haase. – Uprawialiśmy też ziemniaki konsumpcyjne i sprzedawaliśmy je w Trójmieście. Pracowaliśmy ciężko, bo worki trzeba było rozwieźć po piwnicach, ale zarobek był dobry.   W 1992 r. bracia wspólnie z żonami – Haliną, Urszulą i Anną – wygrali przetarg na dzierżawę popegeerowskiego gospodarstwa w Barniewicach – tuż obok gdańskiego lotniska w Rębiechowie. Wydzierżawili od Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa 517 ha, z których 460 po trzech latach wykupili, a resztę zwrócili. – Wtedy ziemia była zdecydowanie tańsza niż teraz – przypominają. – A mimo to niektórzy się z nas śmiali i pytali: ile na paliwo wydacie, ile na nawozy, na nasiona? Obliczyli, kiedy zbankrutujemy. Nawet nasza mama była przeciwko, przekonywała, że sobie nie poradzimy. Jednak szliśmy do przodu. Inwestowaliśmy w ziemię i sprzęt, bo ten, który musieliśmy wykupić od agencji do niczego się nie nadawał. Sami jeździliśmy polonezami, ale kupowaliśmy nowe maszyny.   W 2000 r. rolnicy wydzierżawili drugie 600-hektarowe gospodarstwo w Steblewie na Żuławach, w odległości 45 km od rodzinnego Dobrzewina. – To było dobre gospodarstwo, ale poprzedni dzierżawcy je zadłużyli. Maszyny po kilka razy oddawali w zastaw, na wiele wierzytelności nie było dokumentów – mówią. Spłacili ogromne zadłużenie i pięć lat temu wykupili gospodarstwo od agencji. Natomiast trzecie gospodarstwo, w Słupsku, obejmujące ok. 700 ha, jest własnością dzieci braci Haase, ale produkcję rodzina prowadzi wspólnie.  

Trzoda się nie opłaca

W 2008 r. rolnicy całkowicie wygasili produkcję trzody chlewnej w Barniewicach i Dobrzewinie. Z trzech powodów: niska cena, uwiązanie do gospodarstwa i lokalizacja na obrzeżach Trójmiasta, gdzie budowane są podmiejskie osiedla. A chlewnie śmierdzą.   – Bardziej opłaca nam się produkcja roślinna – przekonują bracia Haase. – Mamy dobry sprzęt: cztery kombajny zbożowe, jeden do zbioru kukurydzy, 13 ciągników, do tego przyczepy, siewniki, opryskiwacze, rozsiewacze, agregaty. I dobrych operatorów. W dwóch ciągnikach są zamontowane urządzenia GPS do rolnictwa precyzyjnego, a już niedługo tak oprzyrządowane będą wszystkie traktory.   Kombajny pracują w systemie Claasa.   Prawie wszystkie maszyny stoją w gospodarstwie w Barniewicach, więc w czasie żniw trzeba nimi przejechać prawie 80 km pod Słupsk i 50 km do Steblewa. – Staramy się jechać rankiem lub wieczorem, kiedy ruch jest mniejszy – zapewniają rolnicy.   Duże odległości i niejednolite rozłogi gospodarstw to nie wszystkie problemy rolników. Na polach w Dobrzewinie i w Barniewicach doliczyli się 150 słupów energetycznych, co bardzo utrudnia uprawę. Ponieważ rodzinne gospodarstwo w Dobrzewinie oraz popegeerowskie w Barniewicach leżą blisko Trójmiasta, grozi im wyłączanie gruntów na potrzeby metropolii, pod osiedla mieszkaniowe, drogi, tory. – Już mamy 300 hektarów odrolnionych, chociaż traktujemy je jak grunty rolne – mówią producenci.

Holenderski reżim

Na razie pszenicę uprawiają na prawie 1000 ha (ziemia jest urodzajna, więc zbierają 8-10 t ziarna z ha), rzepak na 500 ha (plony wynoszą 4-6 t z ha), buraki cukrowe na 70 ha (zbierają ok. 77 t/ha), ziemniaki na 70 ha (50-55 t/ha) i kukurydzę na kiszonkę na 20 ha. Resztę areału zajmują jęczmień, pszenżyto i owies. Zboża po rzepaku sianym po orce, uprawiają w systemie bezorkowym. Jeszcze – jak mówią – nie są przekonani, żeby stosować uprawę uproszczoną w innych gatunkach, bo jednak grozi to spadkiem plonów, większym nasileniem chorób grzybowych i chwastów.   Zboże (częściowo zakontraktowane) czeka na kupców w magazynach w trzech gospodarstwach – razem mają pojemność 9 tys. ton, natomiast ziemniaki od dziewięciu lat kontraktowane są przez Farm Frites w Lęborku – na frytki. Specjalne odmiany o odpowiedniej długości bulw (powyżej 8,5 cm) i kolorze miąższu (prawie białym) muszą być uprawiane według holenderskiej technologii, która szczegółowo określa rozstaw międzyrzędzi, głębokość sadzenia i zabiegi chemiczne. Bulwy są przechowywane w przechowalni w Pępowie na 2,5 tys. t, która została sześć lat temu zmodernizowana, częściowo za preferencyjny kredyt na nowe technologie.   Bracia Haase wykorzystali też SAPARD, SPO i PROW (działania: modernizacja gospodarstw rolnych, różnicowanie działalności pozarolniczej, mikroprzedsiębiorstwa) na modernizację popegeerowskich baz oraz kupno niektórych maszyn i ciągników.  

Starszyzna ma oko na wszystko

Produkcją roślinną w Steblewie zajmuje się syn Czesława Haase – Adam, a syn Tadeusza Łukasz z żoną Anną prowadzi gospodarstwo w Słupsku. Oboje zajmują się również pozyskiwaniem funduszy unijnych dla rodziny. Syn Władysława, Piotr, zginął w wypadku.   – Natomiast starszyzna na miejscu w Barniewicach i Dobrzewinie ma oko na wszystko – uśmiechają się dwaj synowie.   Kto tu rządzi? – Działamy razem i każdy za coś odpowiada – mówią zgodnie. Tadeusz zajmuje się załatwianiem wszystkich spraw w urzędach i kontaktami z kontrahentami. A także maszynami. – Lubię przebrać się w kombinezon i pomajsterkować, wtedy odpoczywam – zdradza. – Władysław zajmuje się zaopatrzeniem i kontroluje produkcję roślinną, a Czesław odpowiada za sprawy finansowe. Ale wszystkie decyzje podejmujemy wspólnie. Każdy zakup jest przedyskutowany. Spotykamy się rano, planujemy i wykonujemy. Zgoda u nas panuje i zaufanie, więc wszystko dobrze funkcjonuje.

Konie ładnie wyglądają

W Barniewicach są też niewielkie skrawki lasu i użytki zielone, których nie można zaorać. Żeby je wykorzystać bracia Haase utrzymują stado bydła mięsnego rasy Limousine (166 sztuk, w tym 70 krów) sprowadzone z Francji. – Jeśli w gospodarstwie brakuje zwierząt, jest smutno – mówią i trochę narzekają, że w Polsce nie ma rynku wołowiny. Sprzedają co prawda co roku po kilkanaście byczków, jednak kokosów na tej produkcji nie robią – zyski są niewielkie.   W Dobrzewinie rodzina utrzymuje 22 konie, większość zimnokrwistych, dwa pod siodło. – Mieszkamy nad jeziorem, ogrodziliśmy łąki i teraz z pasącymi się końmi ładniej wyglądają. A konie dobrze sobie żyją, bo oczywiście nie są wykorzystywane do pracy – tłumaczą rolnicy.

Drugi filar – stacje paliw

– W latach 90. dostaliśmy pozwolenie na budowę stacji paliw w Karczemkach. Zaczęła działać w 2000 roku. To dla nas drugi filar finansowy, który pomaga prowadzić gospodarstwa – mówią bracia Haase.   Taką sytuację przeżyli w lipcu 2001 r., kiedy tuż przed żniwami powódź na Żuławach zniszczyła wszystkie uprawy w Steblewie. – Znad wody tylko kłosy wystawały. Całe życie biologiczne w glebie zamarło. Woda zeszła jesienią, ale naniosła tyle śmieci na pola, że kilka miesięcy to sprzątaliśmy. Później pojawiła się plaga much. Brat przekonywał nas, żeby oddać gospodarstwo agencji, bo nie damy rady – wspomina Tadeusz Haase. – Na szczęście wtedy były dobre marże na paliwo i stacja pozwoliła nam wyjść z kłopotów finansowych. Ale potrzebowaliśmy lat, żeby przywrócić pierwotny stan gleby. Musieliśmy stosować wyższe nawożenie, wapnowanie. Woda wszystko wypłukała.   Na Żuławach naprawili 70 km dróg i rowów. Kupili koparkę, odkrzaczyli rowy melioracyjne, naprawili urządzenia drenarskie. W 2000 r. rolnicy kupili od Rolimpeksu bazę w Pępowie, kilka kilometrów od Dobrzewina. Teraz na 1,5 ha działa tam druga stacja paliw, magazyny i silosy na 1700 t ziarna oraz biura spółki. – Wszystkie budynki wyremontowaliśmy, mamy swoją autocysternę, sami zaopatrujemy stacje w paliwo, obie są dochodowe – przekonują gospodarze.  

Dają pracę i żywią  

W trzech gospodarstwach rodziny Haase pracuje 12 osób, nie licząc 30 zatrudnionych w stacjach paliw, samych właścicieli, ich dzieci, małżonków dzieci i wnuków. Najmłodsze pokolenie pomaga w gospodarstwach tylko w czasie wolnym, po szkole, w wakacje. – Nie mamy problemów z sukcesją, rodzina jest bardzo zainteresowana rolnictwem – przekonuje Łukasz Haase.   Gospodarze przyjmują też uczniów szkoły rolniczej na praktyki. Wszystkim zapewniają wyżywienie – z dumą pokazują kuchnie, w których Halina i Urszula Haase przygotowują posiłki dla pracowników, oraz jadalnie, szatnie i łazienki. Mają też kilka mieszkań dla osób zatrudnionych w gospodarstwie.   Rodzina pielęgnuje tradycje kaszubskie – na kombajnach powiewają kaszubskie flagi, między sobą rozmawiają po kaszubsku. Chętnie przyjmują rolników, którzy chcą poznać nowoczesne sposoby gospodarowania i dowiedzieć się, jak funkcjonuje takie przedsiębiorstwo rolne – organizacją tych wydarzeń zajmują się żony braci Haase, które bardzo angażują się też w sprawy wsi, a Anna Haase, żona Tadeusza nadzoruje ponadto stacje paliw. Tadeusz Haase przez trzy kadencje był radnym wojewódzkim, od dwóch kadencji jest radnym gminy Szemud.   Gospodarstwo w Barniewicach zostało w tym roku laureatem Ogólnopolskiego Konkursu Rolnik Farmer Roku w kategorii przedsiębiorstwa rolnicze – produkcja roślinna, a gospodarstwo w Steblewie w 2014 r. zajęło w Rankingu 300 szóste miejsce. Rodzina Haase była też laureatami Agroligi.  

Autor tekstu: Małgorzata Felińska

Fot. Tytus Żmijewski

Przewiń do góry